29. Away from you, away from everything.

Wszystko spoczęło jak zawsze na moich barkach. Bolesny ciężar problemów przygniatał mnie tak mocno, że kolejny dzień nie byłam w stanie na niczym się skupić. Denerwowałam się z byle powodu i naskakiwałam na każdego kto stanął mi na drodze. Ostatecznie zdecydowałam, że lepiej będzie nie jechać do Nowego Orleanu. Jeśli Louis nadal spoczywał w swoim grobie to moja wizyta mogła go zbudzić. Skontaktowałam się z kilkoma obdarzonymi w tym z Armandem i żadne z nich nie wiedziało nic o wiadomości. Ta wiadomość jeszcze bardziej mnie zdenerwował, bo jeśli nie oni to kto. Dodatkowo musiałam poważnie zastanowić się nad przyszłością Aidena. W tym wszystkim to właśnie on był najbardziej zagrożony. Stałam przez chwilę przy samochodzie i patrzyłam na restaurację.

- Kochanie – dotknął mojego ramienia – ostatnio jesteś jakaś nieobecna – dodał.

- Co? – zapytałam mrugając oczami nerwowo, bo zamyśliłam się na tyle, że nie wiedziałam gdzie jestem.

- Właśnie o tym mówię – pokręcił głową.

- Możemy wrócić do tego później? – zapytałam – jestem głodna, a po za tym Alex znów się wścieknie, że się spóźniamy – dodałam żeby nic więcej nie mówił. Westchnął tylko cicho i za rękę poprowadził mnie do restauracji. Alex chciał powiedzieć nam coś ważnego. Ostatnio serwował mi same nowości. Byłam już odrobinę zmęczona i wolałabym zaszyć się w łóżku z moim mężem, ale Alex wyjątkowo miło prosił. Zgodziłam się z czystej ciekawości. To, że był miły trochę mnie przerażało. Podeszliśmy do nich. Jak przewidziałam byliśmy ostatni. Ash z Benem i ku mojemu zdziwieniu Aron z Kim siedzieli już przy stole. Ostatnio byłam tak pochłonięta swoimi problemami, że nie miałam czasu dla przyjaciół. Przywitaliśmy się ze wszystkimi i usiedliśmy.

- A wy jak zwykle – westchnął Alex.

- Lepiej mów co to za wieści? – zapytałam niecierpliwie.

- Może najpierw zjemy – wtrąciła Ann – umieram z głodu.

- Dobrze – zgodziłam się, bo sama byłam głodna. Przez moment wszyscy zaglądali do menu. Ciszę przerwał kelner.

- Dobry wieczór – odezwał się miło – chcą Państwo już złożyć zamówienie?

- Tak – powiedział Alex i po kolei zaczęli mówić na co mają ochotę.

- A co dla Pani? – zwrócił się do mnie, ale jego słowa dotarły z opóźnieniem, bo znów myślami byłam w innym miejscu.

- Lili – sprowadził mnie głos Aidena.

- Spagetti – powiedziałam i podniosłam wzrok na kelnera. Uśmiechnął się jak zawsze gdy tu przychodziłam. Jego wzrok przesunął się po moim ciele powoli.

- Coś do picia? – zapytał zatrzymując się oczami w dekolcie. Miałam na sobie biała bluzeczkę na guziki, ciemne jeansy i czarne szpilki.

- Wódkę z lodem – powiedziałam. Nie od razu jednak zanotował. Dopiero głośne chrząknięcie Aidena sprawiło, że skinął i odszedł.

- Chyba powinnaś zapiąć kilka guzików więcej – wyszeptał mi do ucha Aiden. O dziwo nie był zły, a raczej rozbawiony. Zerknęłam na swój dekolt i zdałam sobie sprawę, że owszem zapięłam bluzkę, ale tylko około cztery guziki. Mniej więcej dwa pod biustem były odpięte odsłaniając spory kawałek mojej koronkowej bielizny. I gdy je zapinałam przypomniałam sobie, że to on tuż przy drzwiach zaczął mi je odpinać. Spiorunowałam go spojrzeniem, a on tylko się uśmiechnął i pocałował mnie czule.

- Proszę – kelner zaczął rozkładać nasze napoje. Mój podał jak ostatni i słodko się do mnie uśmiechnął. Nie dawał za wygraną. Aiden położył swoją dłoń na moim udzie i zaczął przesuwać ją do jego wewnętrznej strony, aż kelner nie odwrócił wzroku. Nie poprzestał jednak na tym. Ścisnął mocno moje udo powodując, że wyrwał mi się z ust stłumiony jęk. Poczułam jego oddech tuż przy uchu.

- Kochanie – wyszeptał – cudownie pachniesz – mruknął i lekko przygryzł płatek ucha. Objął mnie drugą ręką. Musnął moje włosy.

- Czym?

- Seksem – uśmiechnął się i obrócił moją twarz do pocałunku.

- Moglibyście się zachowywać – powiedziała półszeptem Ann – ludzie patrzą.

- Dobrze, że nie słuchają – zaśmiał się Ben – stary kto ci pisze te teksty – nabijał się.

- Skopać ci tyłek przy twojej damie – odpowiedział marszcząc brwi Aiden.

- Gorzej niż dzieci – skwitowała ich Ash. Wszyscy zaczęli się śmiać. Tylko jako mi nie było do śmiechu. Reszta wieczoru upłynęła raczej przyjemnie. Kolacja była pyszna. Jednak ja już byłam tak zmęczona, że oczy same mi się zamykały.

- Kotku – mruknął Aiden.

- Jestem zmęczona – wyszeptałam.

- Widzę – westchnął – może już wracajmy do domu.

- Co? Tak wcześnie? – zdziwił się Alex.

- Lili ostatnio nie sypia najlepiej – powiedział Aiden – jest zmęczona.

- Luna jeszcze nie dawno imprezowałaś po kilka dni z rzędu – uśmiechnęła się do mnie Ash.

- Alex może powiedzmy im już – szepnęła Ann i zerknęła na mnie z troską.

- Dobrze – powiedział – jak część z was wie nie możemy mieć własnych dzieci – mówił – dlatego zdecydowaliśmy się na adopcję i kilka dni temu dostaliśmy wiadomość, że mamy zgodę.

- Byliśmy z opiekunką w domu dziecka i pokochaliśmy ją od pierwszego wejrzenia – oznajmiła dumnie Ann.

- Emma ma dwa latka – uśmiechnął się Alex – za tydzień zabieramy ją do domu.

- Tak się cieszę – powiedział Aron. Wstał i uściskał Ann. Nie mogłam się ruszyć. Zatkało mnie i nie bardzo wiedziałam co powiedzieć. Jak się zachować. Spełniało się ich marzenie. Moje marzenie. Poczułam na sobie wzrok mojego brata, ale nic nie mówił. Nie wiedział, że byłam w ciąży z Louisem. Nie wiedział, że moje dziecko umarło. Zabił by go. Mógłby znienawidzić mnie.

- Gratuluję – odezwałam się w końcu sztucznie się uśmiechając. Teraz nawet Aiden mi się przyglądał. Ukryłam twarz w dłoniach i gwałtownie wciągnęłam powietrze.

- Przepraszam – westchnęłam – naprawdę cieszę się, ale jestem tak cholernie wykończona, że nie mogę… – przerwałam łapiąc kolejny oddech. Poczułam dziwnie znajomy zapach. Podniosłam wzrok i spojrzałam ponad ramieniem Arona, który siedział naprzeciw mnie. Po drugiej stronie ulicy tuż przy zejściu na plażę stał mężczyzna.

***

Podniosłam się powoli z krzesła i nie zważając na głosy moich przyjaciół, które właściwie do mnie nie docierały cofnęłam się o krok. Jego twarz oświetlił przejeżdżający samochód. Moje serce zamarło. Przystojny i wyniosły jak zawsze. Kolejny podmuch wiatru otulił mnie jego uwodzicielską wonią. Zaszumiało mi w głowie. Poczułam ciepły dotyk dłoni i spuściłam wzrok. Aiden.

- Kochanie co się dzieje? – zapytał i też już stał. Pokręciłam głową i kontem oka zerknęłam na drugą stronę, ale już go nie było. Poczułam jak łzy napływają mi do oczu. Starałam się je zdusić. Aiden objął mnie i mocno do siebie przytulił. Ukryłam twarz w jego ramionach. Powoli uspokajając się.

- Wracajmy do domu – powiedziałam i nawet z nikim się nie pożegnałam chcąc uniknąć pytań. Ostatnio tak często miałam koszmary, że nie byłam pewna co tak naprawdę widziałam. Aiden rzucił do wszystkich tylko zwykłe część i obejmując mnie ramieniem prowadził do samochodu. Zatrzymałam się, gdy otworzył mi drzwi. Podniosłam wzrok i dostrzegłam, że idzie w naszą stronę. Cofnęłam się gwałtownie wpadając na Aidena. Złapał mnie w pasie, ale nic nie mówił też już go widział. Uśmiechał się do nas uroczo. Nie wcale nie do nas. On uśmiechał się do mnie. Najpiękniejszym ze swoich uśmiechów.

- Zawołaj Alexa – pchnęłam Aidena, ale nie drgnął – Aiden proszę cię – dodałam i obróciłam się bokiem, żeby na niego spojrzeć. Zerknął na mnie i zrobił krok w tył pociągając mnie za sobą. Louis miał w sobie coś takiego, że ludzie mogli się go bać. Jednak Aidenem kierował mój strach. Czuł jak się trzęsę i w moich oczach pewnie widział przerażenie. Powoli wyciągnął telefon i wybrał numer. W kilku słowach kazał się Alexowi pojawić.

- Thaisis – uśmiechnął się – jesteś jeszcze piękniejsza niż…- urwał, a na jego twarzy pojawił się ból.

- Mam na imię Lili – powiedziałam jakby to miało mnie uratować.

- Myślałem… – znów urwana myśl – umarłaś tam – jego przepełniony żalem szept sprawił mi ból. Alex i pozostali stali już przy nas. Uniosłam dłoń powstrzymując ich przed rzuceniem się na niego. Louis spojrzał na nich i uśmiechnął się po czym wrócił wzrokiem do mnie. Wydawał się nie zauważać mocno obejmującego mnie Aidena.

- Zabiłeś mnie – wydusiłam. Jego źrenice rozszerzyły się gwałtownie.

- Najdroższa oddał bym wszystko żeby tylko cofnąć czas. Kochanie proszę wybacz mi – powiedział żałośnie.

- Chyba żartujesz? – mój głos nieco się wzmocnił. Odsunęłam się od Aidena i zrobiłam krok w stronę Louisa.

- Zacznijmy od nowa – mamrotał – przeżyłem tylko dla ciebie.

- Oboje doskonale wiemy, że jesteś oszustem. Przez cały czas mnie okłamywałeś. Zapatrzony w siebie egoista.

- Thais – wyciągnął rękę w moją stronę.

- Zabiłeś ją – warknęłam – i lepiej żebyś nie wiedział gdzie przez ciebie trafiłam.

- Nie chciałem tego.

- Pewnie też nie chciałeś oddać mnie w ofierze.

- Co? – zdziwił się.

- Wynoś się z mojego życia – warknęłam, a on złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie. Alex zatrzymał Aidena, który chciał to powstrzymać. Jednak nasze ciała zetknęły się, a jego ciepły oddech otulił moją twarz.

- Nie mówisz poważnie – wyszeptał zbliżając swoje usta do moich. Serce zaczęło walić mi jak oszalałe, a oddech gwałtownie przyspieszył.

- To był nasz koniec – powiedziałam próbując uwolnić się z jego uścisku. Jednak spowodowałam tylko, że objął mnie i mocno do siebie przycisnął. Aidenowi bardzo się to nie podobało i słyszałam jak szarpie się z Alexem.

- Wiem, że mnie kochasz – jego głos brzmiał pewnie.

- Mam męża którego kocham – odepchnęłam Louisa. Rozluźnił uścisk, więc uwolniłam się całkowicie.

- Męża – powtórzył niemal z obrzydzeniem i podniósł wzrok na Aidena. Wściekły i pełen odrazy. Ścisnął usta, a szczęka poruszała mu się w złości.

- Nie waż się na niego patrzeć – jego wzrok przeraził mnie.

- To jest twój mąż? – zapytał z pogardą i zrobił krok w jego stronę.

- Zabiję cię jeśli jeszcze raz choć na niego spojrzysz – warknęłam i gwałtownie szarpnęłam jego ramię odpychając w tył. Zdziwił się, bo spojrzał na mnie tak jak nigdy przedtem z niepewnością. Jednak to mu nie przeszkodziło.

- Wolisz tego człowieka ode mnie?

- Tak.

- A on w ogóle wie kim jesteś?

- To nie twoja sprawa.

- Czyli nie wiem – zaśmiał się gorzko – nic mu nie powiedziałaś.

- Ty do cholery też nie wiesz.

- Bo oszukiwałaś mnie tak jak tego… – przerwał zaciskając dłonie w pięści.

- Błagam cię – syknęłam – a ty niby jesteś lepszy? Przypominam ci, że wraz ze swoja żoną chciałeś mnie zabić.

- Nigdy bym tego nie zrobił.

- A tak na marginesie to Lex tu jest. Może chcecie dokończyć swój plan – zakpiłam.

- Ona była błędem – westchnął – zawsze tylko ty się dla mnie liczyłaś.

- Nawet jak pieprzyłeś dziwkę dwa dni przed ślubem?

- Thais.

- Nienawidzę cię Louis i nigdy ci nie wybaczę.

- Nie wierzę ci – znów się zbliżył i zerknął na Aidena jak na przeszkodę, którą należy usunąć. Mocno pociągnęłam go do siebie i zepchnęłam z chodnika na jezdnie.

- Więcej nie powtórzę – powiedziałam groźnie. Zrobiłam krok w jego stronę, bo nie dawał za wygraną i gwałtownie pchnęłam. Zatrzymał się dopiero na chodniku po drugiej stronie. Ruszyłam w jego stronę, ale Alex mnie powstrzymał.

- Nie przy ludziach – pociągnął mnie za sobą.

- Nie chcę cię więcej widzieć – wykrzyczałam do jego pleców, gdy się podnosił. Obróciłam się i spojrzałam na przerażone twarze Bena i Kim. Mój wzrok powędrował na Aidena. Miał zmarszczone brwi i patrzył na mnie zimnym wzrokiem.

***

Nie wiem czy byłabym tak naprawdę w stanie go skrzywdzić. Wolałabym się nie przekonać o tym jak zmieniła się we mnie miłość do niego. Czułam złość i żal, ale nie do końca byłam przekonana czy go nienawidziłam. Pewna byłam jednego, że nie pozwolę nikomu skrzywdzić Aidena. Choć teraz sama chyba go zraniłam. Właśnie między słowami dowiedział się, że nic o mnie nie wie. Patrzyła na mnie tak, że serce ściskało się ze strachu.

- Chyba musisz mi coś wyjaśnić – powiedział ostro, gdy do niego podeszłam.

- Nie tu – wtrącił Alex.

- Jedźmy do nas – powiedziała spokojnie Ann. Wsiadłam do samochodu, a Aiden zajął miejsce za kierownicą. Nie odezwał się nawet słowem przez całą drogę. Nawet na mnie nie zerknął, a gdy położyłam rękę na jego udzie po prostu ją zdjął. Poczułam jakby mnie odepchnął. Odtrącił. Odwróciłam się w drugą stronę i patrzyłam na zmieniający się krajobraz. Podjechaliśmy na podwórko. Pozostali już też tam byli. Wysiadam z samochodu i ruszyłam w stronę domu. Nie zatrzymałam się i nie czekałam na niego. Chciałam to po prostu mieć za sobą. Wszyscy siedzieli przy stole i czekali w ciszy tylko Ann krzątała się po kuchni. Podeszłam do niej.

- Co ja mam teraz zrobić? – zapytałam szeptem tak, że nikt oprócz niej nie słyszał.

- Nie wiem Lili – odpowiedziała. Westchnęłam i odwróciłam się do pozostałych. Aiden stał przy wolnym krześle i być może zastanawiał się czy usiąść.

- O co ci tak właściwie chodzi? – warknęłam na niego. Nie mogłam znieść tej jego dziwnej miny.

- Mi? – odezwał się.

- Nie kurwa mi – burknęłam.

- Powiedziałaś, że twój były nie żyje – wypowiadał słowa starając się opanować złość.

- Nigdy tak nie powiedziałam – zauważyłam.

- Mówiłaś, że leży w grobie – syknął.

- Tak, ale nie mówiła, że jest martwy – zamilkłam zdając sobie sprawę z tego jak to głupio dla nich musi brzmieć.

- Czegoś tu nie rozumiem – wtrącił Ben.

- Ja kurwa też – burknął Aiden – może tak łaskawie nam to wyjaśnisz – warczał na mnie .

- I jakim cudem nagle znalazł się po drugiej stronie ulicy? – dodał Ben.

- Nie muszę wam się z niczego tłumaczyć – wymamrotałam.

- Lili chyba trzeba im powiedzieć – wtrącił Aron.

- Co ja mam do kurwy powiedzieć? – krzyknęłam.

- Może prawdę – szyderczym głosem mruknął Aiden. Patrzyłam na jego wściekły wyraz twarzy i nie mogłam tego znieść.

- Już raz ci powiedziałam – oznajmiłam spokojnym głosem – i nie wziąłeś tego na poważnie, więc dlaczego znów miałabym to robić. Nie czuje potrzeby obnażania się po raz kolejny.

- Powiedziałaś? – uniósł brwi niedowierzając. Nie pamiętał właśnie dlatego, że wydało mu się to żartem.

- Lili – odezwała się Ash – może im pokarzesz?

- To nie jest dobry pomysł – wtrącił Alex. Wiedział ile mnie to kosztuje.

- Będziesz musiała jednak wszystko wyjaśnić – odezwał się Aiden.

- Jesteś pewien? To kim jestem nie zmienia nic między nami. Kocham cię i nie wydaje mi się, żeby cokolwiek innego miało znaczenie – mój głos brzmiał smutno.

- Chcę wiedzieć z kim się związałem – burknął jakby nie dotarło do niego, że go kocham. Nie przyjmował do wiadomości, że ta wiedza nic nie zmienia.

- Co do cholery mam ci powiedzieć – wykrzyczałam – że jestem aniołem, że upadłam i zostałam strącona do piekła, że kurwa moja dusza jest nieśmiertelna, że istnieje dłużej niż ten świat, a może chcesz wiedzieć, że Louis był moim kochankiem, że spałam z nim mimo, że miał żonę, że zabijałam dla niego, że kurwa spłonęłam dla niego, dosłownie weszłam w ogień i moje ciało umarło – zamilkłam, bo ostatnie słowa sprawiły, że kolana się pode mną ugięły. Padłam na kolana i schowałam twarz w dłoniach.

- Kochałam go ponad własne życie i ratując go zniszczyłam siebie – rozpłakałam się. Ann przyklękła przy mnie i objęła mnie. Próbowała uspokoić. Jednak to nie ona powinna to robić.

- Zwariowałaś – zaśmiał się zimno Aiden – a wy w to wierzycie?

- To prawda – powiedziała cicho Ash.

- To kim jesteście wy? – zakpił. Podniosłam się powoli i spojrzałam na niego. Wzięłam głęboki oddech i otarłam łzy.

- Ash jest demonem – powiedziałam cicho – zabrałam ją ze sobą wydostając się z piekła. Alex jest taki jak Louis został obdarzony między innymi nieśmiertelnością. Ann i Aron dostali dar ode mnie. Pocałunek Anioła sprawia, że ludzie stają się nieśmiertelni.

- Czyli ja też jestem nieśmiertelny? – zaśmiał się szyderczo.

- Nie – odpowiedziałam uciszając jego śmiech – jesteś takim samym dupkiem jakim byłeś Aiden – syknęłam – nie różnię się w tej postaci od zwykłych ludzi. To tylko moja dusza jest nieśmiertelna – dodałam i odwróciłam się. podeszłam do lodówki i wyciągnęłam sobie wodę, bo zaschło mi w gardle.

- Nie wierzę – westchnął – wy naprawdę w to wierzycie?

- Taka jest prawda – powiedział Aron – żyjemy jak ludzie, bo wciąż nimi jesteśmy zmienił się dla nas jedynie czas nic więcej. To też nie jest tak, że jesteśmy niezniszczalni. Można nas zabić. Nasza nieśmiertelność polega na tym, że czas stoi dla nas w miejscu.

- Miałem was za rozsądnych ludzi, a wy opowiadacie jakieś bajki – potrząsał głową – Ben ty w to wierzysz?

- Nie wiem – odpowiedział.

- Pytałeś kiedyś skąd na moim ciele te wszystkie blizny – odezwała się Ash – byłam torturowana i to Lili mnie uwolniła. Jest jeszcze Lex ona też jest demonem i to ona mnie torturowała.

- Lex? – zdziwił się Aiden – ją też w to wciągacie.

- Lex była za życia żoną Louisa – powiedziała Ann – ale spaliła się i trafiła do piekła.

- Nie będę dłużej tego słuchał – warknął i obszedł stół. Stanęłam mu na drodze. Patrzył prosto w moje oczy bez wyrazu.

- Pokażę ci – powiedziałam cicho – i wtedy zadecydujesz – ciągnęłam – jeśli zechcesz odejść nie będę cię zatrzymywać – dodałam. Chyba mój smutny głos dotarł do niego, bo lekko zmiękł. Złapałam go za rękę i pociągnęłam za sobą na zewnątrz. Przeszliśmy cały ogród i dotarliśmy na tył domu. W tym miejscu drzewa osłaniały widok niemal z każdej strony, więc mogłam być spokojna, że ktoś nas przypadkiem zauważy. Puściłam jego dłoń i obróciłam się twarzą do niego. Rozpięłam bluzkę i zdjęłam ją obracając się tyłem. Wolałabym tego uniknąć, ale skoro nie mogłam chciałam żeby widział też mój ból. Skupiłam się i poczułam jak skóra na plecach pęka. Padłam na kolana wyjęczałam tylko, żeby nie podchodził i zalała mnie fala nieopisanego bólu. Kości zaczęły przemieszczać się i łamać, a ciepła krew spływała po plecach z otwartych ran. Ale to był dopiero początek. Najgorsze przede mną, ale zawsze w tym momencie traciłam na moment świadomość. Dopiero hałas, a raczej trzepot skrzydeł przywracał mnie do rzeczywistości. Są ogromne. Mogą otulić i ukryć mnie całą. Białe u nasady i od szarego po czarne na końcu. Niegdyś były całe białe, ale upadek i piekło je zmieniły. Wiedziałam, że teraz moje ciało całkowicie się zmieni. Będę wyglądać tak jak zostałam stworzona. Długie sięgające za pośladki proste blond włosy. Poruszające się niemal płynące tęczówki oczu. Jedna w kolorze nieba, a druga intensywnie zielona. Jeśli wcześniej były widoczne to teraz niemal lśniły skupiając całą uwagę. Długie zniewalające rzęsy i czerwone pełne usta. Nawet moja skóra pojaśniała. Wyglądała teraz na delikatniejszą i była pełna blasku jak po jakimś cudownym zabiegu odmładzającym. Moje kształty również nieznacznie się zmieniały. Biodra poszerzyły się, a tali odrobinę zwężała. Tylko biust się nie zmienił. No i oczywiście wzrost. Wciąż byłam niska, bo miałam niecałe 168 cm i tak było zawsze. Złapałam oddech i obróciłam się do niego. Szok. Tylko tyle mówiła je twarz. Zrobił krok w moim kierunku, ale cofnęłam się. Nie chciałam być dotykana. Bo choć zmiany wyglądu były nieznaczne to czułam się jak ktoś zupełnie inny.

- Teraz odejdź i zostaw mnie samą – powiedziałam słabo. Wahał się, ale ostatecznie był zbyt przejęty żeby się spierać. Odszedł. Nie wiedziałam czy jeszcze kiedykolwiek go zobaczę. Bałam się, że to dla niego za dużo. Bo przecież ludzie nie wierzą puki nie zobaczą, a jak już widzą to ze strachu uciekają. Taka ludzka natura, że boją się nieznanego. Walczą z nieznanym jakby wszystko co wykracza po za ich rozumowanie było złe. Bardzo nie chciałam nigdy musieć tego robić. Ale jaki sens miałoby to wszystko gdybym wciąż się przed nim ukrywała. Pokazałam mu ważną część siebie, ale jeśli mnie pokochał to za to kim się stałam jako człowiek, a nie za ukrytego we mnie anioła. Bałam się, że nie przejdziemy tej próby. Nie byłam gotowa go stracić, ale jeśli zadecyduje, że już mnie nie chce to odejdę. Będzie to jedynie oznaczać, że popełniłam błąd wiążąc się z nim. Że to co czuł nie jest miłością.

The following two tabs change content below.

Daria

There's a war inside my head sometimes I wish that I was dead, I'm broken, So I call this therapist and she said "girl, you can't be fixed, just take this", I'm tired of trying to be normal, I'm always over-thinking I'm driving myself crazy, So what if I'm Fucking crazy, And I don't need your quick fix, I don't want your prescriptions, Just cause you say I'm crazy, So what if I'm Fucking crazy, Yeah I'm gonna show you.

4 thoughts on “29. Away from you, away from everything.

  1. Zbieram szczękę z podłogi…
    Wow! Lili jest aniołem! Wow! Jestem wciąż w szoku!
    Aiden to kretyn, jak Boga kocham… Normalnie ludzie zazwyczaj się boją… Nie ogarnął, że Lili naprawdę była niebezpieczna? A ten Louis? Sam czuł strach, gdy go zobaczył i dalej się nie połapał? Sama Lili była przerażona, więc się nie dziwię…
    Przez Ciebie chcę teraz zacząć opowiadanie fantastyczne, które zamierzałam dopiero zacząć jak skończę „Kiedyś będziesz mój” i co? :D Nie rób mi takich rzeczy :D
    Wiedziałam, że Louis nie umarł! Ja to mam nosa :D
    Już nie umiem się doczekać kolejnego, bo jestem bardzo ciekawa jak zareaguje Aiden i co zrobi Louis, bo pewnie z zazdrości będzie próbował zabić tamtego dupka, a w moim odczuciu, obydwoje powinni umrzeć – wiem, jestem straszna, ale szkoda mi Lili, a jeszcze po odkryciu, że jest aniołem, szkoda mi jej dwa razy bardziej…
    Trzymam kciuki za Twoją wenę! :D
    Buziaki :****

    1. O wenę przy tym opowiadaniu nie musisz się martwić :P Choć szczerze mówiąc mam w głowie już inne i czasem ciężko skupić mi się na tym :D Ale nie zacznę puki tego nie skończę, a przed mną jeszcze długa droga. Ciągle w zanadrzu jest sroga kara dla Aidena, ale już bliżej do niej niż dalej :P Będzie gorzko żałował wszystkiego co zrobił. Co do Louisa to myślę, że on jest na tyle niebezpieczny, że strach Lili jest jak najbardziej uzasadniony. On jest takim typem mężczyzny, że nigdy nie wiadomo czego się po nim spodziewać. Ściągnie na nich wszystkich coś strasznego :P Ale jak to facet nie jest świadom tego co robi tym bardziej z zazdrości. Obrócę ich świat do góry nogami:P Kurcze… dobra, bo się rozpędziłam.
      Bużki :***

      1. Nie spoileruj, bo będę się zastanawiała co tam jeszcze kombinujesz!
        Wystarczy mi pojedynek Aiden kontra Louis :D Będzie ciekawe, jestem tego pewna!
        Sroga kara dla Aidena? Nie mów mi tylko, że chcesz go zabić… Wiem, co pisałam xD Ale nie, biedna Lili się załamie… :(

        1. Hmm… No dobrze milczę :P
          Lili załamie się jeszcze nie raz taki typ :P Ale dla niej szykuję coś co ją wykończy :D
          Nie mogę się powstrzymać…
          To opowiadanie właściwie pisze się samo :D

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>