30. You’re the king of pain and hurt.

Kilka dni spędziłam w swoim mieszkaniu zamknięta na cztery spusty. Nawet z łóżka wychodziłam tylko na chwilę. Aiden nie odbierał telefonu, a ja nie miałam odwagi jechać do niego. Zamknęłam się w sobie. Ukryłam przed światem. To zderzenie z rzeczywistością było dla mnie zbyt bolesne. Cholernie bałam się spojrzeć światu w twarz. Czułam się tak jakby była naga i wszyscy mogli dotknąć mnie. Zranić. Z coraz większą siłą docierało do mnie, że miłość której się poświęcałam była jednostronna. Przecież nigdy by mnie nie zostawił gdyby kochał tak naprawdę. Walczyłam o coś co nie było warte wysiłku. Próbowałam się pocieszyć, że przecież spędziliśmy ze sobą kilka cudownych chwil, ale z marnym skutkiem. Najłatwiej byłoby zapomnieć, ale jak skoro on wciąż trzymał moje serce w swojej dłoni. Łzy spłynęły po moich policzkach, ale obiecałam sobie, że to ostatni raz. Powoli podniosłam się i usiadłam na łóżku. Przetarłam twarz dłonią, wzięłam głęboki oddech i postanowiłam, że czas wyjść. Stawić czoła wszystkim przeciwnością. Jeśli on chciał zniszczyć tą miłość to ja zamierzałam mu to ułatwić. Ostatnią cząstkę tego uczucia wyrzucić i zastąpić choćby czymś złym. Ruszyłam do łazienki i musiałam zacisnąć szczękę, żeby znów się nie rozpłakać. Patrzyłam na swoje odbicie i wszystko wróciło. Wyciągnęłam nożyczki z szuflady i okręcając wokół dłoni włosy ścięłam je do połowy pleców. Uśmiechnęłam się do sobie, bo nigdy nie były takie krótkie. Wskoczyłam pod prysznic i próbowałam na próżno zmyć z siebie cały żal. Włożyłam swoją ulubioną czarną koronkową bieliznę. Białą bokserkę i jeansy z dziurami. Oczywiście dla poprawy humoru tuż przy wyjściu włożyłam moje skurzane botki. Zbiegłam po schodach i wsiadłam na ptaszynę. Zatrzymałam się kilka przecznic dalej pod fryzjerem. Owszem sama pozbyłam się części włosów, ale wyglądałam teraz jak wariatka. Po około godzinie byłam zupełnie inna osobą. Włosy sięgały mi do ramion układając się w lekkie fale i miały teraz kolor miodu. Nie poznałam się w lustrze. Gdybym wszystko mogła tak łatwo zmienić. Niestety. W prawdzie Aiden wiedział już kim jestem, ale wciąż nie miał pojęcia o najważniejszym. Pomimo złości w jaką wtedy wpadłam nie powiedziałam tego najgorszego. Nikt z nich nie wiedział. Tą tajemnicę wciąż dźwigałam samotnie. Choć był jeszcze Sam, a on wiedział o mnie wszystko. Jednak jego obsesja nie pozwalała mu racjonalnie myśleć przez co stwarzał zagrożenie, na które nie mogłam pozwolić. Chory człowiek jest niebezpieczny, a co dopiero chory upadły anioł i do tego władca piekieł. Choć czasem brakowało mi mojego starego Samuela. Takiego jakim był zanim zawładnęła nim żądza. Teraz to już naprawdę było ze mną źle, skoro myślałam o Samie. Siedział na samym dnie i nie wolno było go wywlekać. Wsiadłam na motocykl i ruszyłam przed siebie. Można powiedzieć do nikąd, ale miałam cel. Zatrzymałam się na wzgórzu, z którego widać było całe miasto i powoli upajałam się myślą, że to wszystko co się wydarzyło było nic nie znaczącą kroplą w morzu ludzkich nieszczęść. Dopiero gdy się ściemniło ruszyła na lotnisko. Wjechałam na płytę z nadmierną prędkością i zatrzymałam motocykl tuż przed dziewczynami, które przyjeżdżały tu tylko po to żeby przeleciał je jakiś koleś na szybkim motocyklu. Trish obróciła się w moją stronę, ale nie odezwała się. Strach był zbyt silny. Miałam jednak nadzieję, że uda mi się sprowokować cokolwiek bym mogła się wyładować. Uśmiechnęłam się do niej i powoli zawróciłam maszynę. Aiden stał obok Bena, a jego motocykl kawałek dalej. Ash podeszła do nich, ale żadne mnie nie widziało. To znaczy może widzieli, ale nie poznali. Przesunęłam wzrokiem po pozostałych i zatrzymałam się na Lex, która wolnym krokiem kierowała się do mojego męża. Zatrzymała się za nim i dotknęła jego ramienia, a on powoli obrócił się. Blondynka wychyliła się i chciała go pocałować. Obrócił twarz więc jej usta spoczęły na jego policzku, ale dla mnie to i tak było bolesne.

- Może po wyścigu gdzie razem się wybierzemy? – zapytała.

- Zobaczymy – odpowiedział bez cienia emocji. Więc tylko mnie karał. Byłam dla niego tą najgorszą. Nie robiło na nim wrażenie, że Ash bała się jej jak ognie. Nie robiło wrażenia, że była moim wrogiem. Nie miało znaczenia, że był moim mężem.

- Zobaczymy – wymruczałam sama do siebie i ruszyłam z piskiem opon. Zatrzymałam motocykl kilka milimetrów przed nimi. Oboje teraz na mnie patrzeli. Powoli przesunęłam wzrokiem po Lex i po chwili spojrzałam na Aidena. Prosto w jego oczy.

- Lili – odezwał się zdziwiony. Zmierzył mnie wzrokiem jakby widział po raz pierwszy.

- Widzę, że wciąż niczego się nie nauczyłaś – odezwałam się i przeniosłam wzrok na jej twarz.

- Coś ci obiecałam – uśmiechnęła się.

- Luna daj spokój ona nie jest tego warta – powiedziała Ash. Starała się rozładować trochę napięcie, ale nie potrzebnie.

- Lili nie rób głupot – powiedział Aiden widząc, że zsiadam z motocykla.

- Za późno już za ciebie wyszłam – rzuciłam nawet na niego nie patrząc – a ty – odezwałam się do Lex, ale Aiden złapał mnie za nadgarstek i pociągnął w swoją stronę.

- Uważasz to za błąd? – zapytał. Spojrzałam na niego przekręcają głowę na bok.

- Sam sobie odpowiedz – powiedziałam po chwili. Obróciłam się i miałam zamiar odjechać. Odeszła mi ochota na skopanie czyjegoś tyłka.

- Lili – znów złapał mnie za nadgarstek, ale teraz pociągnął na tyle mocno, że wpadłam w jego ramiona. Objął mnie mocno i zbliżył swoje usta do moich. Ciało pod wpływem jego ciepłego dotyku zdradziło mnie całkowicie. Zadrżałam, a gęsia skórka spowodowała, że sutki stanęły. Widział to dokładnie, bo obserwował moją reakcję. Z resztą uśmiechnął się triumfalnie.

- Kochanie mnie nie oszukasz – wyszeptał mi wprost o ucha – doskonale widzę jak na mnie reagujesz – mruknął i delikatnie przygryzł płatek ucha.

- Jesteś dupkiem Aiden – powiedziałam próbując uwolnić się z jego uścisku.

- Wiem, że i tak mnie kochasz – powoli zaczął pocałować moją szyję – a ja na zabój kocham ciebie – mruknął do moich ust.

- Pewność siebie może cię zgubić – odpowiedziałam. Choć to co powiedział dodało mi otuchy nadal nie czułam się z tym dobrze. Uwolniłam się z objęć i odsunęłam na tyle by mieć pewność, że nie dorwie mnie tak szybko. Zmierzyłam go wzrokiem i szybko wsiadłam na ptaszynę. Nim zrobił krok już mnie nie było. Nie może mieć mnie tylko dlatego, że tak sobie postanowił. Nie po tym jak długo milczał. Nie jestem zabawką, którą można odłożyć gdy się znudzi. Cholerny drań ranił mnie nawet wyznając miłość.

***

Podjechałam pod Salsę, bo umówiłam się z Ash. Chciała ze mną o czymś porozmawiać, ale była tak tajemnicza, że sama się zaciekawiłam. W prawdzie wolałabym żeby wybrała inny lokal, ale w sumie to było mi na rękę, że to tam. Po wczorajszym wieczorze Aiden atakował mnie telefonami i smsami, a ja milczałam. Chciałam dać mu nauczkę, ale na razie tylko tyle mogłam zrobić. Wysiadłam z samochodu i ruszyłam do wejścia. Włożyłam na siebie czarną sukienkę idealnie przylegającą do ciała na cienkich ramiączkach, a do tego tylko stringi i czerwone szpilki. Gdy przechodziłam obok kolejki oprócz dźwięków niezadowolenia jakiś facet zagwizdał, a inny nazwał mnie lalunią. Nigdy nie podobało mi się taki traktowanie kobiet, ale dzięki temu wiedziałam, że wyglądam zabójczo. Podeszłam do baru i lekko trąciłam Ash.

- Część – powiedziałam.

- Łoo, ale się wystroiłaś – uśmiechnęła się.

- Dzięki – odwzajemniłam uśmiech.

- Aidenowi… – zamilkła i spojrzała ponad moje ramię. Wiedziałam, że to on po jej minie. Nie obróciłam się i nie drgnęłam. Czułam jak mierzy mnie wzrokiem. Czułam jak mnie pożera.

- Chciałaś mi powiedzieć coś ważnego?

- Tak – wahała się wciąż na niego patrząc.

- To mów o co… – położył obie dłonie na moich biodrach i powoli przesunął je do brzucha. Jego oddech oplatał moje włosy. Lekko przyspieszony sprawiał, że musiałam mocno się skupić, żeby nie zadrżeć.

- Kochanie – wyszeptał – wyglądasz cudownie – pocałował moje ramie, a później szyję.

- Wiem – powiedziałam. Ash parsknęła śmiechem.

- Co ty ze mną robisz? – westchnął przyciskając mnie do siebie tak żebym poczuła jego podniecenie. Uśmiechnęłam się szeroko, a Ash spojrzała na mnie dziwnie.

- Rozmawiamy – oznajmiłam – możesz nas zostawić?

- Wykończysz mnie – mruczał przesuwając jedną dłoń tuż pod biust.

- Jakoś będziesz musiał sobie poradzić – zdjęłam z siebie jego dłonie. Obróciłam się bokiem i zerknęłam na niego. Zmarszczył czoło i rozchylił lekko usta. Walczyłam ze sobą, żeby go nie pocałować. Cholerny drań był tak seksowny, że miałam ochotę zedrzeć z niego ubranie, a teraz taki zbity z tropu działał na mnie jeszcze bardziej.

- Kotku – szepnął.

- Później porozmawiamy – powiedziałam – teraz mamy babskie sprawy do obgadania – uśmiechnęłam się do niego zniewalająco.

- Czyli zamierzacie mnie obgadywać?

- Nie wykluczone – wtrąciła Ash szczerząc się do niego.

- Dobrze – zgodził się – ale będę miał cię kotku na oku – zagroził.

- To co masz a sprawę? – wróciłam do Ash.

- Ben zaproponował żebyśmy razem zamieszali.

- To chyba dobrze?

- Nie wiem.

- Ale czego się boisz?

- Jak patrzę na ciebie i Aidena to po prostu obawiam się, że…

- Przestań – warknęłam na nią – Ben to nie Aiden. Nie zachowuje się jak kretyn i chyba nie daje ci powodów żebyś w niego wątpiła.

- Niby nie.

- Ale?

- Lili czy ty jesteś szczęśliwa?

- Ale nie o moje szczęście chodzi Ash. Ben cię kocha i jeśli chce być z tobą to znaczy, że myśli o was poważnie. Nie możesz porównywać tego co jest między wami do mnie i Aidena. My oboje jesteśmy trudni – westchnęłam – słuchaj jeśli go kochasz to się nie zastanawiaj, bo przegapisz swoją szansę

- Myślisz, że to dobry pomysł?

- Tak – powiedziałam i objęłam ją – jeśli czegoś się nauczyłam to właśnie tego, że należy chwytać to co dobre.

- Dzięki – uśmiechnęła się – zadzwonię do niego od razu – zerknęła na mnie – a ty idź do Aidena.

- Nie tak prędko – powiedziałam sama do siebie, ale słyszała i pokręciła głową – Kim mogę cię prosić, podaj mi drinka – zwróciłam się do barmanki.

- Może ja ci zrobię? – zaproponował Aiden. Spojrzałam na niego, ale nie czekał na odpowiedz. Skinął głową żebym podeszła z drugiej strony i usiadła przy barze. Ash wyszła porozmawiać przez telefon, więc przeszłam z drugiej strony i usiadłam. Postawił przed mną szklankę i nachylił się przez bar.

- Dziękuję – powiedziałam i zrobiłam łyka.

- Aiden możesz na chwilę mnie zastąpić? – zapytała Kim.

- Coś się stało?

- Źle się czuję i muszę się przewietrzyć.

- Pójdę z tobą – powiedziałam zmartwiona.

- Nie – zaprotestowała – zaraz wrócę.

- Może powinnaś wrócić do domu – spojrzałam na Aidena i zatrzymałam ją.

- Lili ma rację – odezwał się Aiden – zadzwoń po Arona żebyś nie wracała sam.

- Ale nie poradzisz sobie sam jest sobota.

- Lili mi pomoże – uśmiechnął się. Kim zerknęła na mnie.

- Ostatnio się pokłóciliście – powiedziała- nie będę ryzykować.

- Jakoś się dogadamy – zapewniłam ją. Była słaba, więc zgodziła się i poszła do biura odpocząć czekając na Arona. Weszłam za bar i oparłam się o blat tyłkiem. Aiden podszedł i objął mnie.

- Chyba jesteśmy na siebie skazani – pochylił się i pocałował nim zdążyłam się uwolnić. Objęłam go jedną ręką za szyję, a palce wsunęłam we włosy dociskając mocno do siebie. Jedną dłonią przesuwał po moich pośladkach, a drugą załapał za szyję. Oderwał usta od moich i odchylił moja głowę do tyłu. Jego usta bezwstydnie zsunęły się po mojej szyi do dekoltu. Uniósł mnie posadził na blacie. Rozchylił uda i przycisnął mnie do siebie. Czułam jak pulsuje między moimi nogami. Jego ręka zaczęła wdzierać się pod moją sukienkę. Palcami drażnił wewnętrzną stronę uda i na ułamek sekundy zatrzymał się przy materiale bielizny. Oderwał usta i spojrzał prosto w moje oczy. Uśmiechał się niebezpiecznie. Wsunął najpierw jeden palce drażniąc delikatnie łechtaczkę, a po chwili włożył we mnie dwa palce. Zagryzłam dolną wargę żeby nie wydać z siebie żadnego odgłosu.

- Taka wilgotna – pochylił się i wyszeptał do ucha – tak szybko.

- Zabije cię – jęknęłam, a on tylko się zaśmiał nie przestając nawet na moment. Było wcześnie więc nie było dużo ludzi, ale to wcale nie było pocieszające. Cholera, a ja wcale nie chciałam żeby przestawał. Przyspieszył i złożył pocałunek na moim ramieniu. Zsunęłam się na krawędź blatu i jedną ręką objęłam go w pasie, a drugą sięgnęłam do jego rozporka. Mruknął przyjemnie, ale zamarł gdy go opięłam. Włożyłam rękę do środka i teraz to ja kontrolowałam go. Oparł czoło o moje ramię.

- Kochanie – wymruczał rozkosznie. Dyszał i obie dłonie mocno zaciskał na moich pośladkach.

- Przepraszam – odezwała się jakaś dziewczyna. Aiden przeklął w moje ramię i wyciągnął moją dłoń ze spodni. Zapiął rozporek i spojrzał na klientkę.

- Co podać? – zapytał zachrypniętym głosem. Zaczęłam chichotać, więc zerknął na mnie mrużąc oczy. Poprawiłam się i zeszłam z blatu obracając się do sali przodem. Wieczór dłużył się niemiłosiernie. Jak na złość gości było coraz więcej i nie wyglądała, żeby do świtu miało coś się zmienić. Byłam cholernie wykończona.

- Zrób sobie przerwę – powiedział Aiden całując mnie w czoło.

- Nie trzeba.

- Napij się przynajmniej czegoś ciepłego – zmarszczył brwi. Zrobiłam sobie herbatę i wyszłam na chwilę odsapnąć od hałasu. Otworzyłam tylne drzwi i opierając się o framugę popijałam ciepły napój. Patrzyłam na drzewa i przez moment wydawało mi się, że dostrzegłam ruch. Ogarnęło mnie uczucie, że coś się do mnie zbliża. Coś niebezpiecznego. Cofnęłam się gwałtownie i zamknęłam drzwi na zasuwę. Ruszyłam z powrotem do prac i zamarłam tuż przy wyjściu z zaplecza. Mogłabym przysiąc, że usłyszałam uderzenie w tylne drzwi. Albo moja wyobraźnia płatała mi figle, ale coś tam było. Coś albo ktoś. Przez zmęczenie nie była w stanie tego zidentyfikować. Weszłam za bar i wzięłam się do pracy. Po chwili poczułam, że ktoś przygląda mi się intensywniej niż powinien. Zerknęłam na Aidena, ale był pochłonięty pracą. Przesunęłam wzrokiem po tłumie w knajpie i dostrzegłam go. Stał oparty bokiem o ścianę i z uśmiechem mi się przyglądał.

***

To właśnie w tym uśmiechu się kiedyś zakochałam. Cudownym i zniewalającym. Z nutą tajemnicy, a teraz i niebezpieczeństwa. Widziałam mojego przystojnego Louisa i zapomniałam o wszystkim co złego mi zrobił. Zawsze tak było. Liczył się tylko on. Mogłam sobie wmawiać, że nic nie czuję, ale cholera czułam nawet gdy tylko na niego patrzyłam. Zawsze robił ze mną co chciał, a ja z łatwością wybaczałam każde jego przewinienie tylko po to by zatopić się w jego ustach. Jednak teraz było inaczej. Nie będę kłamała, że go nie pragnę, ale jest to czysto fizyczna potrzeba zaspokojenia pewnych żądzy, które tylko on zaspokajał. Nie wiem ile było we mnie miłości do niego, ale jedno było pewne kochałam Aidena tak jak nigdy nie kochałam Louisa. Choć to źle brzmi, bo ta miłość po prostu jest inna. A może kochałam ich obu. Sama nie byłam pewna. Teraz jednak stwarzał zagrożenie. Nie mogłam ryzykować, że skrzywdzi mojego męża. Wzięłam głęboki oddech starając się wyrzucić z głowy złe myśli. Louis z pewnością był w stanie zabić Aidena, ale nie był głupi wiedział, że jeśli by to zrobił całkowicie zamknął by sobie drogę do mnie. Dlatego ciągle zastanawiałam się jak to rozegra o ile faktycznie był tu dla mnie. Nagle z zamyślenia wyrwał mnie dotyk ciepłej dłoni Aidena. Położył rękę na moim biodrze i lekko przyciągnął mnie do siebie. Bałam się na niego spojrzeń. Cholernie bałam się odwrócić wzrok od Louisa, który ciągle chyba z rozbawienie przyglądał mi się. Aiden pocałował mnie w policzek, a gdy nie zareagowała obrócił mnie do siebie przodem. Jego usta rozchylił się lekko, gdy na mnie spojrzał i po chwili powędrował za moim wzrokiem. Widział go. Chwilowy lęk i niepewność ustąpiły z jego twarz na rzecz złości. Po prostu emanował teraz czystą wściekłością. To wszystko było tak niedorzeczne, że nie zareagowałam od razu, gdy mnie od siebie odsunął i ruszyła w jego stronę. Dopiero gdy znów zerknęłam na rozbawioną twarz Louisa złapałam Aidena za nadgarstek.

- Aiden – powiedziałam spokojnie – cokolwiek on nie zrobi to nie zmienia tego, że to ciebie kocham i jestem twoją żoną – mówiłam – niech patrzy jeśli chce dla mnie to nic nie znaczy.

- Kochanie – zmarszczył czoło – nie chodzi o ciebie. Kotku ufam ci i wiem, że… – przerwał jakby zastanawiał się nad doborem odpowiednich słów – cholera Lili widzę, że się go boisz, a ja powinienem… – znów zamilkł – jest twoim mężczyzną muszę cię chronić – dodał z westchnieniem.

- On nie jest dla mnie zagrożeniem -  powiedziałam i przysunęłam się do niego. Objął mnie czule i pochylił się zbliżając swoje usta do moich.

- Kocham cię Lili – wymamrotał i złożył na moich wargach długi namiętny pocałunek. Przerwało nam dopiero czyjeś chrząknięcie. Louis stał oparty jedną ręką o bar i uśmiechał się zadziornie. Chyba naprawdę bawiła go ta cała sytuacja.

- Witaj Thais – odezwał się swoim cudownym głębokim głosem – to znaczy Lili – poprawił się i szeroko uśmiechnął. Aiden zacisnął mocnej dłoń na moim biodrze sprawiając mi lekko ból. Sięgnęłam do jego dłoni i rozluźniłam uścisk.

- Czego tu szukasz? – warknął Aiden puszczając mnie.

- Pięknie wyglądasz – uniósł lekko brew i zmierzył mnie wzrokiem – cudowna fryzura kochanie – zatrzymał wzrok na mojej twarzy.

- Pojebało ci się chyba coś – wycedził Aiden i zrobił krok w jego kierunku, ale zatrzymałam go.

- Nigdy nie podejrzewałem, że zwiążesz się z kimś takim – stwierdził nie ogrywając oczu ode mnie.

- Czego chcesz Louis? – zapytałam zimno.

- Ciebie kochanie – oblizał wargi – zawsze chciałem tylko ciebie.

- To się spóźniłeś – warknął Aiden – wypierdalaj stąd i kurwa daj spokój moje żonie.

- Żonie – powtórzył kpiąco i zerknął na niego – nigdy bym nie pomyślał, że lubisz takich wulgarnych mężczyzn – uśmiechnął się do mnie – kochanie naprawdę nie rozumiem co cię w nim pociąga.

- Ważne, że ja wiem – powiedziałam, a on roześmiał się. Uwielbiałam jego śmiech. Ledwo opanowałam chęć uśmiechnięcia się.

- Przecież on nie ma w sobie nic… – zamilkł na moment znów lustrując Aidena – nie jest mną skarbie i pewnie nie wiem nawet co robi się z takimi kobietami – dodał czarująco.

- Nosz kurwa mać  – syknął Aiden i wyrwał mi się. Zatrzymał się tuż przy Louisie. Musiałam stanąć między nimi, bo o ile byłam pewna, że Louis nie tknie Aidena pierwszy to nie miałam pewności, że mojemu mężowi nie odbije i się na niego nie rzuci.

- Doskonale wie i wolałbyś nie wiedzieć o ile lepiej od ciebie – powiedziałam choć widział w moich oczach, że nie jestem o tym przekonana. Właściwie była, bo bez wątpienia Aiden był lepszy w łóżku, ale Louis był pierwszym i wciąż po tyle latach czułam jego niedosyt.

- Naprawdę? – zaśmiał się. Położyłam dłoń na podbrzuszu Aidena i oparłam się o niego bokiem.

- Louis ty naprawdę przyszedłeś tu rozmawiać o tym jaki jest mój mąż w łóżku? – zmarszczyłam brwi.

- Nie – uśmiechnął się – ale musimy porozmawiać to coś… – spojrzał na Aidena – ważnego.

- Słucham – powiedziałam.

- Chcesz rozmawiać przy nim?

- Chyba nie myślisz, że pozwolę jej z tobą wyjść – burknął Aiden – nie kurwa. Nie macie o czym rozmawiać. Lili – dodał wściekle i odsunął mnie na bok. Złapał Louisa za klapy marynarki i szarpnął. Stałam zdezorientowana i naprawdę nie wiedziałam co mam robić. Jeśli Louis się wścieknie to Aiden nie ma najmniejszych szans, ale z drugiej strony może należy mu dać nauczkę. Nie może wybuchać za każdym razem, gdy czuje się zagrożony. Nie dawałam mu powodów, żeby czuł się niepewnie. Wręcz przeciwnie to on ciągle mnie zawodził, a ja jak idiotka trwałam przy nim. Wciąż mając nadziej, że w końcu się opanuje i wydorośleje. Jednak nie Aiden po raz kolejny chce udowodnić swoją wyższość za pomocą siły. Wiem, że pod tym względem nie byłam lepsza. Może nawet lubiłam się bić, ale nie przesadzajmy nie zawsze przemoc jest rozwiązaniem. Choć z drugiej strony może być tak, że jestem zła ze względu na Louisa. Może jakimś cudem Aiden był silniejszy i to mnie przerażało. Cholera. Stanowczo za dużo się nad tym zastanawiałam. Za dużo z moich myśli pochłaniał Louis.

- Cholera Aiden – warknęłam łapiąc go za łokieć – nie zachowuj się jak kretyn – odciągnęłam go. Puścił Louisa i patrzyła na mnie zszokowany. Sama byłam w szoku. Stałam i gapiłam się na niego z otwartymi ustami. Krępującą ciszę przerwał wybuch śmiechu Louisa. Teraz już bez ostrzeżenie Aiden odepchnął mnie i przywalił mu w szczękę. Uderzył tak mocno, że Louisa zatkała. Dotknął dłonią twarzy i spojrzał na zakrwawioną rękę. Jego nozdrza zaczęły gwałtownie się poruszać. Wściekłość rysowała się na jego zakrwawionej twarz, ale Aiden wydawał się tego nie zauważać. Wziął kolejny zamach i uderzył jeszcze raz. Wtedy już wiedziałam, że to będzie ostatni. Louis załapał go za koszulkę i uderzył z potężną siła głową prosto w jego nos. Aż przeszedł mnie zimny dreszcz. Puścił go, ale zacisnął dłonie w pięści więc wiedziałam, że nie skończył. Aiden zatoczył się i gdyby nie przytrzymał się baru z pewnością upadłby. Krew z jego nosa puściła się ciurkiem. Nie jestem w stanie opisać co wtedy poczułam. Cholerny strach i ból. Tysiące nieopisanych emocji po prostu rozlało się po moim ciele.

- Zwariowałeś – wrzasnęłam odpychając go tak mocno, że przewrócił stołek barowy. Podeszłam do Aidena i chciałam go dotknąć, ale nie pozwolił mi.

- Zostaw go Lili i wyjdź ze mną – Louis złapał mnie za nadgarstek i pociągnął w swoją stronę.

- Chyba oszalałeś – próbowałam się wyrwać.

- Dobrze wiem, że nadal mnie kochasz.

- Nie – warknęłam.

- Sama siebie okłamujesz – wycedził wściekle.

- Wynoś się – syknęłam i wyrwałam się z jego uścisku.

- Nie odpuszczę i w końcu będziesz moja – rzucił, ale nie patrzyłam na niego. Wróciłam wzorkiem do Aidena. Próbował zatamować krwawienie odpychając Mone, która próbowała podać mu ręcznik. Wyciągnęłam go z jej dłoni.

- Co z barem? – zapytała niepewnie. Goście gapili się na nas, ale pomału tłum się rozchodził i wracali do swoich stolików. Pokręciłam tylko głową i gwałtownym ruchem zdjęłam dłonie z twarzy Aidena i przytkałam mu do nosa ręcznik. Spojrzał na mnie z pod byka, ale nie odepchną, ani nic nie powiedział.

- Pokaż – powiedziałam próbując go dotknąć, ale wciąż mi nie pozwalał – muszę sprawdzić czy złamany – warknęłam – Mona wezwij pogotowie – zwróciłam się do niej, a on spiorunował mnie wzrokiem.

- Nawet nie próbuj – warknął.

- To pozwól mi to obejrzeć – westchnęłam. Pozwolił. Nos nie był złamany, ale z pewnością będzie długo siny pod oczami, bo już zaczęły mu zachodzić czerwienią. Dodatkowo lekko puchł mu nos.

- Idź do łazienki się umyć – powiedziałam słabym głosem – nie jest złamany, ale trzeba przyłożyć lud, bo spuchniesz – mówiłam – Mona powycieraj krew z podłogi – zwróciłam się do dziewczyny, a Aidena wypchnęłam na zaplecze. Wrócił po pół godziny i usiadł za barem prosząc o lud. Podałam mu go i zajęłam się obsługą ludzi, a on poszedł do biura.

Dopiero około piątej nad ranem ludzie zaczęli się zbierać i wychodzić. Parę minut po piątej było już pusto. Dziewczyny zajęły się sprzątaniem, a ja podliczałam utarg i sprzątałam za barem. Jakieś pół godziny później weszłam do jego biura. Leżał na sofie i przez moment wydawało mi się, że śpi, ale poruszył się jak tylko weszłam. Usiadłam na stoliku przed nim i przyjrzałam się jego twarz. Nie było tak źle jak mi się wydało na początku.

- Jak się czujesz? – zapytałam głupio.

- Lili – podniósł się żeby na mnie spojrzeć – czy ty go kochasz?

- Co? – zdziwiłam się.

- Kochasz go? – powtórzył.

- Słyszałam o co zapytałeś, ale nie mogę w to uwierzyć – westchnęłam.

- Dziwi cię, że mam wątpliwości?

- Szczerze mówiąc tak – powiedziałam – ja nie zwątpiłam w twoją miłość nawet jak pozwalałeś obmacywać się innym kobietą – spuściłam wzrok.

- To co innego – burknął.

- No jasne – zakpiłam – rozumiem, że mierzysz mnie własną miarą – dodałam zimnym tonem i wstałam – nie jestem jedną z tych łatwych panienek, które zaliczałeś i nigdy bym cię nie zdradziła – ciągnęłam – bo o to chodzi prawda? Boisz się, że się z nim prześpię?

- Chcę tylko wiedzieć czy go kochasz – powiedział nie patrząc na mnie.

- Kochałam go z całego serca i przeszłości nie wymarzę, ale… – przerwałam zdając sobie sprawę z tego, że nie muszę się tłumaczyć – jeśli nie wystarcza ci zapewnienie, że kocham ciebie to cokolwiek powiem i tak będzie za mało – łzy napłynęły mi do oczu – a to oznacza, że ty… – słowa uwięzły mi w gardle – wcale mnie nie kochasz – załkałam. Cofnęłam się do drzwi i wyszłam. Wstał dopiero, gdy zatrzaskiwałam je za sobą. Wybiegłam na zewnątrz i wsiadłam do samochodu. Wiedziałam, że idzie za mną, że mnie woła, ale nie zatrzymałam się. Odjechałam z piskiem opon. Przez moment widziałam go jeszcze w środkowym lusterku, ale z nerwów wyrwałam je i wyrzuciłam przez okno. Byłam wściekła na siebie. Na niego. Nawet na Louisa. Choć dzięki niemu uświadomiłam sobie, że ten związek nie ma żadnej przyszłości. On nie pozwala się temu rozwinąć, a te wszystkie jego wątpliwości tylko mnie wyniszczają. Bo tak naprawdę nigdy odkąd jestem jego żona nie dałam mu powodu, żeby we mnie nie wierzył. Żeby mógł choć raz zwątpić w szczerość mojego uczucia. Poniżał mnie, a ja trwałam przy nim i wybaczałam. Wszystko. Jednak teraz było dla mnie jasne, że on po prostu nie czuje tego co ja. Zimny drań.

The following two tabs change content below.

Daria

There's a war inside my head sometimes I wish that I was dead, I'm broken, So I call this therapist and she said "girl, you can't be fixed, just take this", I'm tired of trying to be normal, I'm always over-thinking I'm driving myself crazy, So what if I'm Fucking crazy, And I don't need your quick fix, I don't want your prescriptions, Just cause you say I'm crazy, So what if I'm Fucking crazy, Yeah I'm gonna show you.

5 thoughts on “30. You’re the king of pain and hurt.

  1. Moi drodzy :*
    Z racji tego, że to już 30 okrągły rozdział chciałabym zaprosić was na innego mojego bloga. Mam nadzieje, że podoba wam się ten, ale ta historia piszę się sama, a w głowie siedzi mi już coś nowego. Postanowiłam zacząć drugie opowiadanie. Zobaczymy co z tego wyjdzie :P
    Zapraszam serdecznie :D
    Buziaki :***
    Daria.

  2. O nie, nie, nie nie!
    Naprawdę nienawidzę Aidena, ale nie rób mu tego! Proszę! Nie! Ona nie może od niego odejść, a Louis to zło!
    Zresztą, nie dziwię się, że Aiden boi się, że kocha go bardziej, bo przecież była z nim długo, był jej pierwszym i na dodatek… no cholera, sprowadzał na nią same nieszczęścia, a ona trwała przy nim, bo kochała go bezwarunkowo…
    Ja wiem, jak ten komentarz brzmi, ale nie :D Aiden ma być z Lili! Niech on się tylko ogarnie, ale niech będą ze sobą!
    Kilka rozdziałów wstecz to nie przypuszczałabym, że będę Cię prosić o coś takiego… Dobrze, że Aiden przyłożył Louisowi, bo mu się należało, a skoro Lili broni tamtego to znaczy, że ona nie wyleczyła się z miłości do niego.
    Boże, co tu się dzieje!
    Nie mam pytań :D Potrzebuję kolejnego rozdziału :D
    Buziaki :**
    A na nowy zaraz wpadnę i obadam, co tam ciekawego masz :D

    1. Emocjonalny komentarz :P Kolejny już jest napisany wrzucę jak będę w domu… To wciąż nie jest obiecana kara dla Aidena.
      Co z tego, że Aiden przyłożył Louisowi skoro sam oberwał mocniej, ale owszem należało mu się. A Lili broniła Louisa z troski o Aidena przecież on mógł by go zabić :D
      Buziaki:*

  3. Jestem na bieżąco:-D

    A teraz po kolei…
    Coś nie wierzę w tą zostawianie Aidena. Ona już tyle razy go opuszczala i nigdy ze skutkiem. Podejdzie do niej, pocałuje, a ona wszystko mu wybaczy. I co to było do Lex ze „zobaczymy” no on naprawdę jwst niepoważny… nosz normalnie nimfoman jakiś…
    W zęby od Louisa mu się należało, bo jak jest tako głupi, ze tyka mocniejszego, to niech krwawi.

    Co nie znaczy, że popieram Louisa, bo ten to jiż q ogóle nie wiem z jakiej choinki się urwał… Ja nie wiem, czy Lili naprawdę wygląda na taką naiwną, ze oni jej wszyscy takie bajki sprzedawaja…

    Za to naprawdę podobało mi się jej pokazanie się w prawdziwej postaci. Aż wyobrazilam sobie takie cudne puchate skrzydła..

    To cóż… czekam na następny:-D

    1. Tak naprawdę problem polega na tym, że oni nie zdają sobie do końca sprawy z tego jak długo Lili żyje. Nie wiedzą, że widziała już wszystko i nie mają pojęcia co działo się w piekle. Choć przy nich piekło to bajka:P

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>