58. Moving like the speed of sound… Feet can’t keep on the ground.

Wpadłam na pewien pomysł. Ale nie chciałam o tym myśleć w domu, bo chuj wie co ta suka potrafi i czy przypadkiem nie czyta mi w myślach. Wsiadłam do samochodu i podjechałam pod sklep nocny. Kupiłam kilka butelek wódki i jedną wypiłam już nim w ogóle ruszyłam z pod sklepu. Przejechałam przez miasto jak pieprzony odrzutowiec i zatrzymałam się dopiero, gdy jakiś koleś zajechał mi drogę motocyklem. Wkurwiłam się i wysiadłam, ale nim podeszłam ten skurwiel ruszył dalej. Wsiadłam z powrotem do samochodu i pojechałam za nim. Szybki szmaciarz prawie mi zwiał, ale mnie nie tak łatwo zgubić. Wjechałam na lotnisko i przejechałam między zaparkowanymi motorami, ledwo się mieszcząc. Najpierw gaz do dechy, a później hamulec. Mogłam się spodziewać jak to się skończy. Samochód obrócił się wpadając w poślizg, a ja znów docisnęłam gaz i jedną ręką obróciłam kierownicę prostując go na środku jakiegoś pieprzonego kręgu utworzonego przez jednoślady. Zatrzymałam się tuż przed nim i wyskoczyłam jak z procy. Ściągnęłam włosy i związałam je w kucyk. Ruszyłam w jego stronę. Chłopak ściągnął kask i nim zdążył się odezwać dostał w pysk. Złapał mnie za ręce, nim zdążyłam wymierzyć kolejny cios. Spojrzałam na niego wściekle i przywaliłam mu z byka. Puścił i zatoczył się do tyłu.

- Na rower się przesiądź debilu – warknęłam i znów go uderzyłam. Ktoś mnie odciągnął, ale też szybko tego pożałował. Obróciłam się napięcie i zamarłam. Ten barman stał kawałek dalej i razem z jakimś kolesiem przyglądali mi się, mówili coś. Wydało mi się, że mogą mnie znać. Odepchnęłam na bok kolesia, który mnie odciągnął i ruszyłam w ich stronę. Obaj spojrzeli na mnie, gdy stanęłam przed nimi. Poczułam zapach krwi i uniosłam dłoń do czoła, a później na nią zerknęłam, i znów się wkurwiłam. Rozwaliłam czoło, bo ten osioł miał łeb jak kamień. Miałam ochotę znów iść i mu dowalić. Starałam się uspokoić, ale nie potrafiłam. Nie mogłam też wyjaśnić dlaczego tak mnie wszystko wkurwia.

- Czy my się przypadkiem nie znamy? – zapytałam, a raczej wysyczałam przez zaciśnięte zęby.

- Nie wydaje mi się – odezwał się barman. Patrzył na mnie z pogardą i być może wstrętem. Ciężko powiedzieć, bo nerwy mnie ponosiły.

- Na pewno? – dopytywałam.

- Na pewno – odezwał się ten drugi.

- Nie zadajemy się z takimi…

- Takimi? – uniosłam brew, ale w sumie wiedziałam co ma na myśli. Wyglądałam jak tania dziwka, ale nie miałam innych ciuchów. Ta pieprzona Mila ze mnie to zrobiła.

- Możesz zabrać tego grata? – odezwał się jakiś mężczyzna z boku. Spojrzałam na niego i przekręciłam głowę na bok. Zastanawiałam się, czy od razu mu nie przywalić. Cholera. Znów miałam ochotę się bić.

- Ten grat pod maską ma więcej niż ty chujku kiedykolwiek będziesz miał między nogami – powiedziałam słodkim głosikiem małej dziewczynki, a on zmierzył mnie wzrokiem i zaśmiał się.

- Krwawisz dziecinko – zauważył błyskotliwie.

- Też chcesz? – zapytałam, a on znów się zaśmiał.

- Aiden to twoja znajoma? – zwrócił się do barmana.

- Nie znamy się – odpowiedział beznamiętnie. Zmarszczyłam czoło i przyjrzałam mu się uważnie.

- Nie zadaję się z takimi fiutami – burknęłam i odeszłam. Otworzyłam drzwi samochodu i wyciągnęłam z niego papierosy, a po chwili butelkę. Zdjęłam buty i wdrapałam się na dach. Odpaliłam papierosa i zapijałam dym. Nie zamierzałam się ruszyć. Nie tak szybko. Rozejrzałam się i zatrzymałam wzrok na moim niedzielnym kierowcy. Odrobinę otrzeźwiał i teraz dumnie kroczył w moim kierunku.

- Co ci odjebało? – warknął do mnie.

- Zajechałeś mi drogę i jeszcze się głupio pytasz? – powiedziałam, a on zaczął się śmiać.

- Głupia suko wyjechałaś na czerwonym – syknął – złaź stamtąd – wyciągnął rękę w moją stronę. Chciał mnie ściągnąć.

- Lepiej dla ciebie jeśli tu zostanę – powiedziałam – ale skoro prosisz tak ładnie – dodałam i rzuciłam w niego petem. Zeszłam, a nim on w ogóle zdążył mnie złapać ja już klęczałam na jego klatce piersiowej, a on leżał na plecach. Pieprzona słaba gnida. Nie uderzyłam go, ale tylko dlatego, że mnie znudził, bo był za słaby. Podniosłam się i zerknęłam ostatni raz na tych dwóch. Wsiadłam do samochodu i wcisnęłam gaz do dechy, zmuszając tłum do odsunięcia się.

***

Nie pamiętałam ile wypiłam i co się stało, ale miałam rozcięte czoło. Wyglądałam jak żywy trup. Miałam chyba kaca życia i ledwo zwlekłam się z łóżka, w którym nie miałam pojęcia jak się znalazłam. Przegięłam z alkoholem, ale właściwie co mogło się stać, najwyżej się przekręcę. Zaśmiałam się sama do siebie i weszłam pod prysznic. Zimna woda odrobinę mnie otrzeźwiła. Mila wciąż spała, więc wyszłam z domu. Spacerowałam wzdłuż plaży, kupiłam sobie mocną kawę i usiadłam na ławce tuż przy placu zabaw. Było koło południa, więc sporo dzieci z rodzicami bawiło się w tym miejscu. Trochę bolała mnie głowa, ale ten cały gwar uspokajał mnie. Śmiech dzieci sprawiał, że czułam się lepiej. Z pewnością byłam spokojniejsza. Zdjęłam szpilki i podciągnęłam nogi pod brodę. Porałam głowę na kolanach i patrzyłam na bawiące się dzieciaki. Siedziałam bez ruchu chyba z godzinę, aż ciało mi ścierpło. Przeciągnęłam się i rozłożyłam nogi, pozwalając by promienie słońca pieściły moją skórę. Włożyłam ciemne okulary i wychyliłam się do tyłu, kierując twarz do słońca. Zamknęłam oczy i dopiero, gdy jakieś dziecko przebiegło obok mnie. Podniosłam wzrok i zerknęłam na nie. Mała dziewczynka stała kilka kroków ode mnie i przyglądała mi się uważnie. Uśmiechnęłam się do niej, a mała uciekła. Podbiegła do swojej mamy, a ja powędrowałam za nią wzrokiem i od razu poznałam. To była kobieta ze zdjęcia. Przesunęłam wzorkiem po placu i dostrzegłam chłopca siedział w piasku, ale nie sam. Tylko, że ja nie mogłam oderwać wzorku od dziecka. Śliczny mały chłopiec. Taki radosny i taki niewinny. Czułam jak moje serce zaczyna przyspieszać, ale nie miałam pojęcia dlaczego, przecież nie znałam tej rodziny i wtedy mężczyzna, z którym się bawił obróciła się, sięgając po wiaderko. Ten barman. Od razu powinnam dostrzec podobieństwo, tylko te jasne włoski chłopca mnie zmyliły. Więc to była jego rodzina. Tak przynajmniej mi się wydawało. Oderwałam od nich wzrok dopiero, gdy dziewczynka wróciła. Zatrzymała się przede mną i uśmiechnęła się słodko. Nie mogłam się oprzeć i też się uśmiechnęłam, a ona wyciągnęła do mnie rączkę, w której trzymała kilka stokrotek.

- To dla ciebie – powiedziała i podała mi je.

- Dziękuje aniołku – odpowiedziałam, a ona zbliżyła się i chciała usiąść obok mnie, ale jej mama podeszła. Przyjrzała mi się i złapała małą za rączkę.

- Przepraszam – uśmiechnęła się do mnie – Emma prosiłam, żebyś nie odchodziła – zwróciła się do dziewczynki.

- Mamusiu ta pani wyglądała na smutną – wytłumaczyła się, gdy odchodziły i zerknęła na mnie przez ramię. Byłam smutna i żałosna. Wstałam, dopiłam kawę, a kubek wrzuciłam do kosza. Przeciągnęłam się i poczułam na sobie czyjś wzrok. Obróciłam się i nasze oczy spotkały się na ułamek sekundy, bo ja zrobiłam kilka kroków do przodu. Zatrzymałam się i znów obróciłam, zdając sobie sprawę, że nie mam butów. Podeszłam do ławki i pochyliłam się. Włożyłam jednego, a gdy podniosłam wzrok on szedł w moją stronę, a raczej nie on tylko ten chłopiec. Biegł w moim kierunku i uroczo się do mnie uśmiechał. Mężczyzna złapał go kilka kroków ode mnie i wziął na ręce. Zmierzył mnie wzrokiem, wyglądał na zdziwionego.

- Nie spodziewałem się ciebie tutaj – odezwał się.

- Co ty nie powiesz – mruknęłam – twój syn? – zapytałam.

- Ty chyba nie przyszłaś tu z dzieckiem? – zerknął na mnie lekko unosząc brew.

- Nie – odpowiedziałam – ale to miejsce mnie uspokaja – dodałam.

- No tak – uśmiechnął się – zdążyłem zauważyć, że niezły z ciebie nerwus – dodał i chciał coś jeszcze powiedzieć, ale jego syn zaczął się wiercić.

- Mama – powiedział chłopiec i próbował obrócić się do mnie przodem. Gdy mężczyzna mu nie pozwolił, mały położył obie rączki na jego policzkach, a na twarzy barmana zaczęło pojawiać się zdziwienie. Rozchylił zszokowany usta i zerknął na mnie dziwnie.

- Nie możliwe – wydukał i zrobił krok w moją stronę – Lili? – zwrócił się do mnie pytająco. Zmierzyłam go wzorkiem i cofnęłam się. Dziwnie się czułam, a serce waliło mi jak oszalałe. Nie wiedziałam o co mu chodzi i nawet się wystraszyłam. Pokręciłam głową, obróciłam się i odeszłam szybkim krokiem.

- Zaczekaj – krzyknął za mną – Ann weź Nico – usłyszałam jeszcze. Podeszłam do samochodu i już miałam do niego wsiąść, ale poczułam szarpnięcie. Obrócił mnie w swoją stronę i spojrzał prosto w oczy. Zamarłam, gdy tak na mnie patrzył. Czułam jakby jego wzrok przeszywał mnie na wskroś.

- Zapytałaś wczoraj czy się nie znamy – powiedział – pamiętasz? – dodał, widząc moje zdziwienie.

- Byłam pijana, niewiele pamiętam – odparłam, próbując go od siebie odsunąć, ale to powodowało jedynie, że on zbliżał się coraz bardziej, aż w końcu nasze ciała niemal się zetknęły.

- Jestem Aiden – mruknął, wciąż nie odrywając ode mnie wzorku.

- Super – wyszeptałam – ale nie pytałam jak masz na imię – dodałam, a on uśmiechnął się. Zrobiło mi się dziwnie ciepło, wręcz gorąco i z całych sił walczyłam z tym uczuciem. Bałam się.

- A ty?

- Ja jestem kimś z kim się nie zadajesz – odparłam i tym razem zebrałam na tyle siły by go od siebie odsunąć. Cofnął się i patrzyła, jak wsiadam do samochodu i odjeżdżam. To było dziwne nawet jak dla mnie. Zatrzymałam się przed domem i siedziałam jeszcze chyba z godzinę w samochodzie, aż Mila nie zastukała w szybę. Wysiadłam i wymijając ją, poszłam na górę.

***

Wieczorem Mila nie dawałam mi spokoju. Musiałam się przebrać i jechać z nią do tego pieprzonego klubu, w którym rzekomo pracujemy. Włożyłam czerwoną sukienkę lekko rozkloszowaną u dołu i obcisłą na górze z wycięciem na plecach w kształcie rombu. Rozpuściłam włosy i nawet się umalowałam. Włożyłam czarne szpilki i wyszłyśmy. Mila przyglądał mi się uważnie, ale nic nie mówiła. Zaparkowałam przed 69 i weszłyśmy do środka. Ona od razu poszła do garderoby, a ja ruszyłam za bar. W czasie przerwy wyszłam zapalić. Stałam przed głównym wejściem. Odpaliłam papierosa i zaciągnęłam się dymem. Stałam przodem do wejścia, ale odwróciłam się, gdy usłyszałam pisk opon. Motocykl zatrzymał się tuż przy moim samochodzie. Chłopak zsiadł z niego i obszedł mój wóz. Spojrzał w stronę wejścia i dostrzegł mnie. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji, więc nie wiedziałam o czym myślał, ale ruszył w moją stronę.

- Powinnaś to rzucić – powiedział wskazując na papierosa.

- I rozniosłabym wszystko w pył – odparłam, a on uśmiechnął się.

- Co cię tak denerwuje?

- Wszystko – westchnęłam – nienawidzę swojej pracy, życia, ludzi i nawet ty mnie wkurzasz, więc nie wiem dlaczego w ogóle ci to mówię – powiedziałam, a on się roześmiał.

- Może wpadłem ci w oko – mruknął z dziwną pewnością siebie.

- Na pewno byś chciał – zmierzyłam go wzrokiem – ale nie jesteś w moim typie. Zajmij się lepiej żonką – dodałam i obróciłam się. Zrobiłam krok i nagle poczułam jego dłoń na biodrze. Zatrzymałam się, poczułam jak palce drugiej ręki przesuwają się po moich plecach, obmalowując tatuaż. Nie byłam w stanie nawet drgnąć, gdy to robił. Sunął powoli, powodując, że na moim ciele w miejscach, gdzie przed momentem były jego ciepłe palce, pozostawała gęsia skórka. Wzięłam kilka głębokich oddechów i obróciłam się do niego twarzą. Spojrzał mi w oczy, a później na usta i zbliżył się niebezpiecznie. Cofnęłam się i zmarszczyłam czoło. Niepokoiło mnie jego zachowanie i moja reakcja na jego dotyk.

- Jedź ze mną – powiedział.

- Zwariowałeś? – zapytałam – pracuję.

- Pieprz to – mruknął, a kącik jego ust lekko się uniósł – przecież nie lubisz tej pracy – dodał i wzruszył ramionami. Miał rację. Nienawidziłam jej i sama się mu przed chwilą do tego przyznałam. Spojrzałam na jego motor i mimowolnie przygryzłam lekko dolną wargę. Kusiło mnie, cholernie mnie kusiło, ale on mnie przerażał. Nie bałam się niczego, tylko właśnie tego faceta i nie miałam pojęcia dlaczego.

- Nie rób tak – powiedział. Zaskoczył mnie, bo nie od razu wiedziałam co ma na myśli, a gdy zdałam sobie sprawę, uśmiechnęłam się.

- Masz żonę i dzieci lepiej do nich wracaj – powiedziałam i cofnęłam się.

- Mam syna – odparł – jesteśmy sami – dodał marszcząc przy tym czoło. Patrzył na mnie, gdy to mówił w dziwny sposób. Zmierzyłam go wzrokiem i westchnęłam. Nie przekonał mnie, ale właściwie jeśli miał żonę, a był tu ze mną to kiepski z niego mąż. I dlaczego ja miałabym się przejmować jakąś durną babą.

- To jak? – zapytał, wyrywając mnie z zamyślenia.

- Dobrze – westchnęłam, a on uśmiechnął się. Złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą. Wsiadł, a ja zaraz za nim.

- Musisz się mocno trzymać – poinformował mnie, jakby sama nie wiedziała.

- Trzymam się – odparłam, a on obrócił się i z uśmiechem pokręcił głową. Złapał moją rękę i położył ją na swoim brzuchu.

- Tak – mruknął pod nosem.

- Przez ciebie tylko tyłek mi przewieje – powiedziałam, gdy powoli ruszył, a on się zaśmiał.

- Trzymaj się kotku – rozkazał i przyspieszył. Oparłam twarz o jego plecy i dłoń z brzucha zsunęłam na udo, zaciskając na nim palce. Poczułam jak się spiął i przyspieszył jeszcze bardziej. W pewnym momencie zamknęłam oczy i otworzyłam je dopiero, gdy się zatrzymał. Byliśmy na tym lotnisku, gdzie ostatnio mi odwaliło. Zsiadłam, a po chwili on też.

- I jak twój tyłek? – zapytał rozbawiony.

- Chcesz się przekonać? – zapytałam i zbliżyłam się do niego. Zawahał się, ale objął mnie, przyciągając do siebie tak, że nasze ciała nie dzielił nawet milimetr. Pochylił się i już miał mnie pocałować, ale coś, a raczej ktoś nam przerwał.

- Stary co ty odpierdalasz? – warknął na niego chłopak, z którym go ostatnio widziałam, a on potrząsnął głową, jakby dopiero co się ocknął i puścił mnie.

- Kurwa Ben – wciągnął gwałtownie powietrze – nie wiem – dodał ciszej. Odsunęłam się, bo poczułam, że czar prysł. Zerknęłam na niego. Schował twarz w dłoniach, a kumpel poklepał go po ramieniu. Nie wiele z tego rozumiałam, ale w sumie mnie to nie obchodziło. Rozejrzałam się i wybrałam cel. Podeszłam do jednego z motocyklistów.

- Podwieziesz mnie? – zapytałam ciepłym, seksownym głosem. Zmierzył mnie wzrokiem i uśmiechnął się.

- A co będę z tego miał? – uniósł znacząco brew.  Przechyliłam głowę na bok i przyjrzałam mu się uważnie.

- Przekonasz się tylko w jeden sposób – odparłam z uśmiechem. Oczywiście nie zamierzałam niczego mu dawać. Powinien się cieszyć, że nie skopię mu dupy. Odpalił silnik i skinął na mnie głową. Wsiadłam i ostatni raz zerknęłam na chłopaka, z którym przyjechałam. Zrobił krok w naszą stronę, ale było za późno. Zatrzymaliśmy się pod klubem, a ja po prostu odeszłam. Weszłam do środka i zamiast wziąć się za robotę, zaczęłam pić. Gdy wsiadałam do samochodu, byłam już nieźle wstawiona. Nie wiem jakim cudem dojechałam pod dom i wczołgałam się do pokoju, ale jak tylko oklapłam na łóżko, od razu oczy same mi się zamknęły.

The following two tabs change content below.

Daria

There's a war inside my head sometimes I wish that I was dead, I'm broken, So I call this therapist and she said "girl, you can't be fixed, just take this", I'm tired of trying to be normal, I'm always over-thinking I'm driving myself crazy, So what if I'm Fucking crazy, And I don't need your quick fix, I don't want your prescriptions, Just cause you say I'm crazy, So what if I'm Fucking crazy, Yeah I'm gonna show you.

9 thoughts on “58. Moving like the speed of sound… Feet can’t keep on the ground.

  1. Tak się cieszę, że się spotkali :) Dziecko jednak zawsze wyczuje matkę, nie ważne jak wygląda, choć i Aiden chyba wyczuł chemię (mam nadzieję, że czuje w niej swoją Lili a nie dlatego, że to laska w jego typie kolejna) :) Świetnie się zapowiada, mam tylko jedno „ALE”, wszystkie postaci pokazałaś jak wygadają wiec mam ich obraz, wnioskuję zatem o wygląd obecny Lili po zmianie, bo przecież wygląda zupełnie inaczej :*

      1. Tak trochę wylecę nie od tematu, ale czy jest jakaś możliwość (logowanie?), żeby dostawać powiadomienia o wpisach? Czekam z niecierpliwością ciągle na wpisy z wszystkich Twoich blogów, ale to szaleństwo kilka razy dziennie przeglądać każdy jeden w poszukiwaniu :D

        1. Szczerze mówiąc nie mam pojęcia… Wydaje mi się, że chyba musiałabyś założyć swojego i tak jak ja mam swoje ulubione w zakładkach, ale może jest inny sposób. Może dziewczyny coś podpowiedzą… :D

  2. Po pierwsze ja nie wierzę, ten…. ( nawet nie mam cenzuralnego określenia) …każe jej zabić własne dziecko. Ale przecież ona tego nie zrobi… nawet jakby to nie było jej dziecko, to kurczę… ona nie zabija dzieci! Co innego podłe wywloki podwalajace się do jej męża..ale nie dzieci!
    No i oczywiście że to Nico ja poznał. bo któż inny. nikt nigdy nie miał z nią takiej więzi jak jej własny syn.
    Tylko co teraz?
    bo „zlecenie” dAlej wisi w powietrzu…

    1. Czysta krew niewinnego dziecka i w dodatku, którego matka jest aniołem… a jeśli zginie z jej ręki to będzie największa ofiara, jaką można złożyć diabłowi…

  3. Jestem w totalnym szoku.
    Nie było mnie kilka dni, a tutaj takie rzeczy się dzieją…
    Jakim cudem Aiden nie pamiętał Lili? Jak to w ogóle możliwe?
    Boże, oni chcą, aby ona zabiła własne dziecko… Chryste Panie…
    Muszę przeczytać kolejny, bo jak Aiden nie zacznie działać to będzie kaplica…
    Trochę te rozdziały dały mi do myślenia, ale nie wiem co mam robić….
    B uziaki :*
    Do kolejnego :*

    1. Aiden pamięta Lili, ale ona wygląda teraz zupełnie inaczej…
      Co znaczy, że dały ci do myślenia? Zaciekawiłaś mnie…

      1. Jakiś czas temu zdałam sobie sprawę, że nie przepadam za ludźmi :D
        Może wreszcie dogadam się z Lili, skoro aż tyle nas łączy :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>